Aktualności

Dodano: 12 października 2019

Energa MKS Kalisz wygrywa mecz o ligowy byt

Po dwóch pierwszych zwycięstwach forma kaliszan spadła. Przegrali 4 spotkania z rzędu. Czasem nie wytrzymywali końcówek, jak z Pogonią czy Gwardią. Inne spotkania przegrywali nieco wyraźniej, jak z Kielcami czy Górnikiem Zabrze. W tej serii do Kalisza przyjechała Grupa Azoty Tarnów. Jeśli przełamać złą serię to kiedy, jeśli nie z beniaminkiem? MKS mimo problemów z kontuzjami poradził sobie z tym zadaniem i wygrał we własnej hali 33:28, choć nie bez problemów. Na parkiecie i w pomeczowych wywiadach słychać było ulgę po przełamaniu złej passy.

Mecz rozpoczęła Grupa Azoty, ale już w pierwszej akcji rzut z niezłej pozycji na skrzydle odbił Łukasz Zakreta. Wynik w kolejnej akcji otworzył Maciej Pilitowski i to gospodarze objęli prowadzenie. Początek nie przebiegał jednak pod ich dyktando. Chwilę później wyrównał doświadczony obrotowy Mindaugas Tarcijonas, a jego koledzy mimo niefrasobliwości w ataku, kiedy w ciągu 3 posiadań zgubili piłkę 2 razy, po 10 minutach prowadzili 3-6. Odrabianie strat rozpoczął najlepszy strzelec kaliszan w tym sezonie, Kirył Kniazeu trafiając dwa razy z rzędu. I to wcale nie były ostatnie słowa białoruskiego snajpera. Przewaga tarnowian zmalała do jednej bramki, a po kilku akcjach z kategorii “punkt za punkt” i obronionym karnym Łukasza Zakrety stan meczu wyrównał Krzysztof Misiejuk. Goście kolejny raz zgubili piłkę, a Kniazeu szybko doprowadził do stanu 10-8 wyprowadzając MKS na pierwsze od dłuższego czasu prowadzenie. Od tej pory Grupa Azoty na pewno nie poddała meczu, ale nie była też w stanie doprowadzić choćby do remisu.

W drużynie z Tarnowa widać było dużo nerwowości. Poza wspomnianymi wcześniej stratami, w 23 minucie Jakub Kowalik wszedł na boisko przed końcem kary, za co otrzymał 2 minuty. W drugiej połowie w pewnym momencie na parkiecie pojawiło się zbyt wielu zawodników, co poskutkowało kolejnym osłabieniem.

Sprawy wydawały się być w rękach zawodników MKS-u, ale w 25 minucie sytuacja gospodarzy trochę się skomplikowała. Czerwoną kartkę ze względu na gradację kar otrzymał Krzystof Misiejuk. Ograniczone przez kontuzje możliwości rotacji stały się jeszcze mniejsze. Łukasz Zakreta postanowił jednak upewnić się, że Kalisz zejdzie na przerwę ze spokojną przewagą i obronił kolejnego karnego.

Na przerwę schodziliśmy z wynikiem 16-13. Autorem 8 bramek, czyli połowy trafień Energi MKS-u był Kirył Kniazeu. W Tarnowie po 3 rzuty trafili Łukasz Kużdeba i Jakub Kowalik

Pierwsza akcja drugiej połowy znowu została dobrze rozegrana przez MKS. Nie było bramki, ale rzut karny i wykluczenie dla litewskiego obrotowego Mindaugasa Tarcijonasa. Chwilę później, po świetnym przechwycie Macieja Pilitowskiego sędziowie podyktowali kolejny rzut z 7. metra. Tym razem Patryka Małeckiego w bramce zastąpił Dawid Ciochoń. Niewysoki bramkarz ustawił się dość nietypowo, na linii bramkowej i odbił rzut Kiryła Kniazeua. Białorusin odkuł się chwilę później już na Małeckim trafiając do siatki po raz 10 w okolicach 40. minuty wyprowadzając Kalisz na 4 bramki przewagi. Wtedy między słupkami dobrze spisującego się Łukasza Zakrete zastąpił Mikołaj Krekora i też napsuł zawodnikom z Tarnowa trochę krwi, odbijając kilka ważnych rzutów.

Grupa Azoty postarała się o ostatni zryw doprowadzając do stanu 20-18, ale wtedy sprawy w swoje ręce wziął Konrad Pilitowski, od dwóch spotkań z przymusu grający na skrzydle. Wydaje się, że nowa pozycja całkiem nieźle mu służy, bo z Kielcami był najlepszym strzelcem zespołu. Kiedy goście zaczęli odcinać od gry Kiryła razem ze swoim bratem Maciejem i kapitanem Markiem Szperą wzięli na siebie ciężar gry. Dzisiaj młody rozgrywający swoim zaangażowaniem wygrał Kaliszowi końcówkę, kiedy Grupa Azoty mogła jeszcze liczyć na jakiekolwiek punkty. Rzucał ze skrzydła, wykańczał kontrataki mijając po kilku tarnowian i wyrywał piłkę z ich rąk w sytuacjach stykowych. Po świetnej serii w końcówce skończył spotkanie z 6 trafieniami.

Goście czuli wymykające się z rąk punkty i w ich poczynania wkradło się trochę frustracji. Najpierw Szperę już po gwizdku na ziemię powalił Kamil Pedryc, a w Hali Arena zawrzało. Chwilę później łokciem przy powrocie do obrony dostał Konrad Pilitowski, ale to uderzenie wydawało się przypadkowe. Marcin Makuszewski w końcówce zdecydował się na wysokie wyjście z obroną, co pogrzebało Tarnów i jeszcze bardziej rozpędziło Konrada Pilitowskiego. Z przewagi 2-3 bramek dość szybko zrobiło się nawet 7. W końcówce, między innymi dzięki karnemu wykonywanemu już po końcowej syrenie ostatecznie strata wyniosła tylko 5. bramek, ale ewidentnie gra pod przechwyt przyniosła Grupie Azoty więcej szkody niż pożytku.

Ostatecznie gospodarze wygrali 33-28. Kirył Kniazeu rzucił aż 13 bramek, wyrównując najlepszy indywidualny wynik Arkadiusza Moryty. 6 trafień dołożył Konrad Pilitowski, a 5 jego brat Maciej.

ODWIEDŹ CENTRUM MECZOWE I ZOBACZ STATYSTYKI I MATERIAŁY WIDEO Z MECZU

Runda zasadnicza

M Drużyna M P

Przeczytaj jeszcze: