-:-
Już wkrótce mecz w Twojej okolicy. Kibicuj z trybun 12 maja w Mielcu.
Kup bilet

Aktualności

Dodano: 18 października 2017

Górnik pokonuje beniaminka

MKS Kalisz od początku sezonu prezentował naprawdę solidny poziom, a jednocześnie był zespołem praktycznie nieznanym w superligowej rzeczywistości. Stąd też zabrzanie po porażce z PGE Vive Kielce byli wyjątkowo zmotywowani do wywalczenia zwycięstwa. Po trudach pierwszej połowy udało się jednak wygrać aż ośmioma bramkami.
 
Trójkolorowi rozpoczęli od pomyłki Iso Sluijtersa. Na nią odpowiedział Arkadiusz Galewski, ale prędko Alex Tatarincew rzucił dwa razy po dynamicznej akcji. Wyrównanie znów dał Galewski. Trójkolorowi zdawali sięnieco ospali, Edin Tatar odbił rzut Bartka Tomczaka, a kontrę wykorzystał Dzianis Krytski. Różnicę w zespole gości zdecydowanie robił właśnie Edin Tatar, który raz za razem odbijał piłki, a gdy nawet te trafiały do siatki, to jednak prześlizgiwały mu się po palcach.
 

 
Zabrzanie spróbowali swych sił w grze z drugiej linii co też z sukcesami wykorzystywali Iso Sluijters i Alex Tatarincew. Problemem była jednak przede wszystkim defensywa, które mankamenty zdawało się doskonale znali zawodnicy z Kalisza. Na boisku prędko pojawił się Lukas Francik, którego zadaniem było indywidualne krycie Michała Bałwasa, a później kolejnych rozgrywających zespołu rywali.
 
Jakby na dobicie Górnika Bartosz Wojdak lotem przez dwa metry pokonał Korneckiego. Mati jednak kilka minut po wejściu zaczął odbijać kolejne ważne rzuty, dzięki czemu to Trójkolorowi wyszli na prowadzenie 14:12. A było więcej, gdyby Francik nie zgubił piłki przy dynamicznej kontrze.
 

 
Problemem gospodarzy była obrona. Trójkolorowi mieli ogromne problemy z nadążeniem za rywalami, którzy jak na złość mniej podawali, a częściej wychodzili indywidualnie i kozłując przez kilka metrów ostatecznie stawali sam na sam z bramkarzami Górnika. Zdawało się, że pomiędzy pierwszą a drugą linią obrony Trójkolorowych brakowało porozumienia.
 
Atmosfera gęstniała na tyle, że nawet trener Rastislav Trtik za krytykę pracy sędziów ujrzał żółtą kartkę. Szczęśliwie jednak ostatnią kontrę kaliszan przerwał Michał Adamuszek, a to na bramkę przekuł Marek Daćko. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 16:14.
 
Na drugą połowę zabrzanie wyszli zdecydowanie bardziej zmotywowani. Spłaszczyli obronę, a jedynym wysuniętym obrońcą został Rafał Gliński. W ciągu pierwszych pięciu minut drugiej odsłony NMC Górnik rzucił aż pięć bramek (z czego dwie fantastycznie wykonał Sasza Buszkow), a goście odpowiedzieli trzema trafieniami. Tablica zegarowa wskazywała już 21:17.
 
Około czterdziestej minuty ktoś zabrzanom zaciągnął jednak hamulec i w konsekwencji w ataku lepiej prezentowali się zawodnicy MKSu. Passę czterech bramek z rzędu przełamał jedynie Bartek Tomczak. Szczęśliwie jednak udawało się przerywać kontry rywali i…samemu kontrować. Tak bramkę zdobył Rafał Gliński i po chwili znów Tomczak. Po chwili „Kopa” stanął również przed szansą wykonania pierwszego rzutu karnego Trójkolorowychw tym meczu. Sprytnie lekkim rzutem oszukał Łukasza Zakretę, co dało już sześciobramkową przewagę. Bramkę dołożył Daćko, a na dobicie rywali szansę miał Patryk Gluch. Pomimo imponującej szybkości nie zdołał jednak oszukać bramkarza gości. Szczęśliwie kolejnej kontry nie zmarnował jego starszy kolega, Tomczak, który podkręcając z nadgarstka rzucił na 29:21.
 

 
Kaliszanie zdawali się być rozbici. Grali coraz słabiej w ataku, gubiąc rytm, a w konsekwencji… gubiąc piłki. Trójkolorowy wykorzystywali te okazje bez litości, odkuwając się jakby za dość słabą pierwszą połowę.  Oddechu podstawowej siódemce dali zmiennicy. Na boisku pojawił się Jurij Gromyko, na swoją pozycję wrócił Francik, a rozegranie prowadził Maciej Tokaj, który prędko popisał się świetnym trafieniem z 9 metrów.
 
Nadzieję na przełamanie impasu gości dał Arkadiusz Galewski, który prędko trafił dwa razy z rzędu. Wciąż jednak Trójkolorowi prowadzili ośmioma trafieniami, na a szansę powiększenia przewagi stanął Tomczak po sprytnie wywalczonym karnym przez Juriego Gromyko. Po chwili jednak Grom sam zobaczył dwuminutową karę, a Matiego Korneckiego przerzucił Michał Czerwiński. Można było odnieść wrażenie, że kaliszanie nie byli świadomi przewagi gospodarzy, grali jak równy z równym, bez cienia odstępstwa. Równą walecznością popisał się jednak Łukasz Gogola, który mimo bycia faulowanym zdołał wepchnąć piłkę do bramki. Zdawało się, że przewagę zdoła powiększyć rzutem przez całe boisko Mateusz Kornecki. Sędziowie nie uznali jednak trafienia bramkarza, więc ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 33:26.
 
NMC Górnik Zabrze – MKS Kalisz 33:26 (16:14)
NMC Górnik: Kornecki, Galia – Gluch 1, Daćko 8, Fąfara, Tomczak 9, Gromyko, Sluijters 5, Buzkow 2, Tatarincew 2, Gliński 2, Gogola 1, Tokaj 1, Francik, Adamuszek 2. Trener: Rastislav Trtik
Kary: 6 minut (Gromyko, Tatarincew, Adamuszek)
Kalisz: Tatar, Zakreta – Kwiatkowski, Galewski 4, Krytski 1, Bożek 3, Adamczak 2, Klopsteg 2, Misiejuk, Kniazeu 5, Wojdak 1, Czerwiński 4, Bałwas 1. Trener: Paweł Rusek
Kary: 12 minut (Kwiatkowski, Galewski, Drej, Klopsteg, Misiejuk, Wojdak)
PEŁNE STATYSTYKI DOSTĘPNE TUTAJ. 
 

Runda zasadnicza

M Drużyna M P

Przeczytaj jeszcze: