Aktualności

Dodano: 28 stycznia 2018

MKS wygrywa trzeci raz z rzędu

Energa MKS Kalisz nie schodzi ze zwycięskiej ścieżki. Dziś po dość wyrównanym i bardzo zaciętym meczu podopieczni Pawła Ruska pokonali we własnej hali Piotrkowianina Piotrków Trybunalski 25:22 i zainkasowali cztery cenne punkty. To już trzecia z rzędu wygrana kaliszan w tym roku.
 
Ten mecz zapowiadany był jako jedno z najciekawszych spotkań 19.serii PGNiG Superligi. Kaliski beniaminek od początku roku zaskakuje kolejnych rywali. Najpierw we własnej hali pokonał Zagłębie Lubin, później na wyjeździe Stal Mielec i ku zaskoczeniu znawców tematu,  włączył się do walki o baraże do rundy finałowej. Ewentualna wygrana z Piotrkowianinem mocno ich do tego celu mogła przybliżyć, bo od czwartego w grupie pomarańczowej Piotrkowianina dzieliły ich zaledwie dwa punkty. Zadanie wydawało się szalenie trudne, ale dla podopiecznych Pawła Ruska nie ma ostatnio rzeczy niemożliwych. Wprawdzie w pierwszej rundzie wrócili z Piotrkowa Trybunalskiego na tarczy, ale na własnym parkiecie nie zamierzali rozpieszczać rywali. I tak też było. Niesieni fantastycznym dopingiem kibiców, którzy po raz kolejny pobili rekord frekwencji, po wyrównanym i zaciętym spotkaniu pokonali ekipę Piotrkowianina, inkasując komplet czterech punktów – bo wzbogacony o bonus za wygraną z rywalem z tej samej grupy.
 
Droga zwycięstwa była jednak dla kaliszan długa i wyboista, bo wymagający rywal sprawy nie ułatwiał.  Od pierwszego gwizdka i symbolicznego rzutu, którego wykonawcą był tym razem kaliski paraolimpijczyk Patryk Biskup, trwała zacięta i wyrównana walka. Była 10. minuta, a na koncie gospodarzy zaledwie dwa trafienia. Mściły się niedociągnięcia techniczne, błędy w ataku i niewykorzystane karne. Na szczęście goście też nie radzili sobie zbyt dobrze, więc wynik zmieniał się w żółwim tempie.
 
[embedyt] https://www.youtube.com/watch?v=P4Oj4rXWNZY[/embedyt]
 
Z upływem czasu miejscowi złapali jednak właściwy rytm. W 16. minucie odskoczyli rywalom na trzy trafienia (7:4) i dość długo udawało im się utrzymywać 1-2 bramkowe prowadzenie. Male kłopoty pojawiły się tuż przed przerwą. W 26.minucie  przyjezdni wyrównali (11:11), a dwie minuty później objęli prowadzenie (12:13)  i przed zejściem do szatni nic się nie zmieniło. Powrót na parkiet też nie był dla kaliszan zbyt udany. Wynik na 12:14 podwyższył Filip Surosz, ale przewagi nie utrzymali przyjezdni zbyt długo. W 36. minucie celny rzut zaliczył Marek Szpera i było już 14:14.
 
Remisowy stan meczu oglądaliśmy w drugiej połowie jeszcze kilkukrotnie, bowiem po obu stronach nie brakowało zarówno efektownych i skutecznych  akcji, jak też błędów, za które przyszło zapłacić stratą bramki. W kryzysowych dla kaliszan momentach bardzo trafnie rotował składem trener Rusek. Ze swojego zadania  świetnie wywiązał się zarówno Artur Bożek, który wprowadzony w miejsce Kiryla Kniaziewa, trafiał ze stuprocentową skutecznością (trzy bramki), jak i Łukasz Zakreta. Ten ostatni, pojawił się w bramce na dziesięć minut przed końcem i godnie zastąpił w niej Edina Tatara, który po raz kolejny rozegrał świetne spotkanie, broniąc 13 rzutów. W decydujących o końcowym wyniku momentach meczu Zakreta postawił w kaliskiej bramce mur nie do przejścia, czterokrotnie zatrzymując ataki przeciwników. Koledzy w polu, skutecznymi kontrami dopełnili dzieła. Na cztery z rzędu trafienia gospodarzy gracze  Piotrkowianina odpowiedzieli tylko raz. Energa MKS zwyciężył  25:22.
 
Kaliszanie wygrali po raz trzeci w tym roku i ósmy w sezonie. Kolejna czteropunktowa zdobycz zapewniła im wysokie czwarte miejsce w grupie pomarańczowej i ósme w klasyfikacji zbiorczej. W niedzielnym starciu ponownie jasnym punktem kaliskiej ekipy był Michał Drej, który zagrał pełne 60 minut i najczęściej pokonywał – będącego w świetnej formie golkipera gości Damiana Procho. Prawoskrzydłowy Energi zdobył w sumie sześć bramek.
 
Od początku sezonu mecze kaliskich szczypiornistów cieszą się niebywałą frekwencją. W niedzielę w Arenie padł  kolejny rekord. Na trybunach zasiadło blisko 2800 widzów.

Runda zasadnicza

M Drużyna M P

Przeczytaj jeszcze: