-:-
Już wkrótce mecz w Twojej okolicy. Kibicuj z trybun 12 maja w Mielcu.
Kup bilet

Aktualności

Dodano: 7 lutego 2017

Piękny powrót kwidzynian

Przed spotkaniem NMC Górnika Zabrze z MMTSem Kwidzyn nikt nie był w stanie wskazać faworyta. Oba zespoły prezentują podobnie wysoki poziom, a mecz od początku zapowiadał się jako bardzo wyrównany.
I tak też było. Oba zespoły wymieniały się równie silnymi ciosami, starając się przebić przez  szczelne obrony. Goście wyszli na pierwsze prowadzenie dopiero, gdy zabrzanie zgubili tempo kolejnej kontry. Wydawało się, że MMTS powiększy przewagę. Na wysokości zadania stanął jednak Mateusz Kornecki, który wychodząc do piłki zdołał ją odbić, ale chroniąc ją do czasu nadbiegnięcia kolegów dopuścił się faulu skutkującego dwoma minutami kary. Jego miejsce zajął Martin Galia. Ten choć podyktowanego karnego nie obronił, ale za to odbił kontrę Kamila Kriegera.
Widać było, że największym problemem gospodarzy jest przebicie się przez wyjątkowo twardą obronę Kwidzynian. Zawodnicy przyjezdnych grali skutecznie w obronie, walcząc o każdą piłkę. Impas strzelecki Górnika próbował przerwać Michał Adamuszek, ale wyrównać się udało dopiero Markowi Daćce po fantastycznym podaniu Iso Sluijtersa zza pleców.  Po chwili obrotowy biegnąc do kontry znów otrzymał podanie od Holendra. Kolejną kontrę wykorzystał Bartłomiej Tomczak. Tego było za wiele dla trenera Patryka Rombla, który z impetem rzucił tabliczką oznaczającą wzięcie czasu.
Zabrzanie wciąż nie ustawali w skuteczności. Choć MMTS wykorzystywał okazje z pierwszej linii, to wciąż  było za mało. Nawet kontry dzielone na raty zabrzanie wykorzystywali bezwzględnie. Mściło się również wycofywanie bramkarza, który schodził z boiska przy dwuminutowych karach, by koledzy atak mogli przeprowadzić w komplecie.  Przez całe boisko rzucali Michał Adamuszek, i Iso Sluijters.
Trzynaste trafienie zabrzan okazało się pechowe , a szczęście się odwróciło. Gdy gospodarze wyszli nawet na pięć bramek przewagi, a goście zaczęli grać o wiele rozsądniej, wolniej, a przez to skuteczniej. Impas nas szczęście udało się przerwać w ostatnich pięciu minutach pierwszej połowy. W końcu jednak fantastyczne asysty Sluijtersa i Glińkiego, celnie wykończone rzutami Saszy Buszkowa doprowadziły do wyniku 18:14.
Kwidzyn zdecydowanie ułożył się w przerwie. Grał jeszcze silniej w obronie, a kontr gospodarzy nie odpuszczał nawet na krok. Stąd też dosłownie w ostatniej chwili wyłuskana piłka z rąk Tomczaka. Kolejne błędy zabrzan w podaniach i sypiące się kary dwóch minut nie ułatwiały zadania. Choć zabrzanie wciąż prowadzili czterema-pięcioma trafieniami, atmosfera była coraz gęstsza. Bezwzględnie wykorzystywał to MMTS, rzucając trzy bramki z rzędu z trzech różnych pozycji.
Fantastycznie dysponowani Mateusz Seroka i Michał Peret prędko nadrobili przewagę gospodarzy i w 46. minucie przy wyniku 24:23 mecz rozpoczął się w zasadzie od początku. Pewien spokój wprowadziło wejście Maćka Tokaja, który z chłodną głową rozgrywał do kolegów, ale też popisał się aktem waleczności, przedzierając się do bramki. Trafił dwa razy z rzędu.
W dobrym wrażeniu gry zabrzan przeszkadzały nie tylko wyniki, ale też pech –  dwukrotnie piłka po rzutach Daćki i Tokaja nie wpadła do siatki, lecz odbijała się praktycznie na linii bramkowej. W końcu Mateusz Seroka czwartym trafieniem z rzędu doprowadził do remisu.
Ostatnie minuty zwiastowały powtórkę spotkania z Kwidzyna, gdzie gospodarze lepszą dyspozycją, wytrzymałością i skutecznością wygrali mecz. I tak faktycznie było. Fantastyczny Mateusz Seroka, świetny środek obrony i wreszcie ustalający wynik 28:29 rzut Adriana Nogowskiego odebrał nadzieje chociażby na dogrywkę. Zabrzanie mieli 30 sekund na wyrównanie. Wpierw przez blok nie przebił się Iso Sluijters. Na trzy sekundy przed końcem Marek Daćko wznowił do Macieja Tokaja, a ten… także trafił w ręce rywala. – Słychać po głosie trenera ile kosztował nas ten mecz, jutro pewnie nie będzie umiał się odezwać – komentował na gorąco Adrian Nogowski z MMTSu Kwidzyn. – Bo o zwycięstwie zadecydowała postawa całego zespołu. Przegrywaliśmy pięcioma bramkami, ale udało nam się odwrócić los.
Żalu nie ukrywał również skrzydłowy Górnika, Sasza Buszkow: – Trudno oceniać na gorąco przyczyny porażki. W końcówce nie rzuciliśmy ważnych “setek”, popełnialiśmy błędy techniczne i chyba zabrakło siły – wzdychał. Jak oceniał rozegranie ostatniej akcji –  Wydaje mi się, że trzeba było rzucać po bokach, ale… zabrakło chyba czasu, żeby ułożyć akcję, wpuścić siódmego zawodnika, podjąć dobrą decyzję. Ale trudno też kogokolwiek winić..
Nieco twardszy w osądach był trener Ryszard Skutnik: – Pokazaliśmy 35 minut dobrej gry. Kontrowaliśmy, twardo graliśmy w obronie. Przy sześciu bramkach przewagi zaczęły się głupoty. Mimo wzięcia dwóch czasów, zmian zawodników, zespół szedł na żywioł. Mieli grać razem, spokojnie. A indywidualna gra “na wariata” przyniosła właśnie takie skutki. Z taką drużyną jak Kwidzyn nie można tak robić, bo oni to skrzętnie wykorzystają. Nie pomógł dzisiaj Alex, chodził za blisko obrony. Ale trudno tylko jego winić. Inni doświadczeni zawodnicy też popełniali błędy.
NMC Górnik Zabrze – MMTS Kwidzyn 28:29 (18:14)
NMC Górnik: Galia, Kornecki – Niedośpial, Daćko 5, Tomczak 4, Kryński, Gromyko, Sluijters 5, Buszkow 4, Tatarincew 3, Gliński 1, Tokaj 2, Ścigaj 2, Adamuszek 2. Trener: Ryszard Skutnik
Kary:  12 minut (Kornecki, Tomczak, Sluijters, Gliński, Adamuszek 2).
MMTS: Szczecina, Kiepulski – Genda 2, Nawrocki, Krieger 1, Peret 4, Szpera 5, Szczepański 1, Rosiak, Nogowski 3, Kiepulski, Seroka 8, Potoczny 4. Trener: Patryk Rombel
Kary: 10 minut (Genda, Peret, Nogowski, Seroka, Potoczny)
[embedyt] http://www.youtube.com/watch?v=xEodyl4jfes[/embedyt]

Runda zasadnicza

M Drużyna M P

Przeczytaj jeszcze: