Aktualności

Dodano: 10 lutego 2020

Sekundy od remisu!

Niesamowite emocje zaserwowali bohaterowie dzisiejszego Match of The Week Ligi Mistrzów! Wyrównany mecz z ciągłymi zmianami na prowadzeniu, fenomenalny Andreas Wolff i niewidoczny po drugiej stronie Marin Sego, który w końcówce spotkania obronił m. in. kluczowy rzut Julena Aginagalde – tak w skrócie wyglądało pierwsze spotkanie kielczan w Lidze Mistrzów, w tym roku. W Montpellier przegrali 24:25, ale do remisu zabrakło sekund – konkretnie tych, w trakcie których gospodarze zdołali oddać ostatnie trafienie po wyrównującej wcześniej bramce Julena. W spotkaniu dodatkowo kontuzji nabawił się rozgrywający PGE VIVE, Mariusz Jurkiewicz. Na razie nie wiadomo, jak poważny to uraz.

Spotkanie rozpoczęło się fatalnie dla VIVE. Nie chodzi o wynik, ale o to, co w szóstej minucie stało się z Mariuszem Jurkiewiczem. Rozgrywający podczas ataku na bramkę rywali upadł, łapiąc się za kolano i poprosił o zmianę. Z boiska zszedł z pomocą kolegów, a na parkiecie zastąpił go Daniel Dujshebaev, który na samym początku zmieniał na lewej połówce Uladzislaua Kulesha do obrony, teraz musiał wejść na pełny etat także do ataku.

Wydarzenie to popsuło szyki trenerowi Dujshebaevowi, który szybko musiał zmienić taktykę. Do Montpellier nie pojechał kontuzjowany Igor Karacic, a teraz dodatkowo wypadł ze składu drugi nominalny środkowy. Zawodnicy chwilowo stracili rezon, a Montpellier od stanu 2:2 wyszło na prowadzenie 5:2. Na szczęście niemoc nie trwała długo – skuteczne interwencje Andiego Wolffa, trochę więcej skupienia w defensywie i po kontrze Blaza Janca w czternastej minucie było 5:5.

Gdyby piłka, którą grają piłkarze ręczni była z metalu, można by śmiało domniemywać, że Andreas Wollf miał dzisiaj w butach magnesy. Wystarczyło tylko, by podczas kolejnych parad niemiecki bramkarz podniósł nogę do góry, a rywale jakby sami trafiali w jego stopy! Gdyby nie Andi, gospodarze koniec już dawno odjechaliby nam na kilka trafień, a tymczasem w dwudziestej trzeciej minucie to VIVE prowadziłp 10:9. Po czasie, wziętym wtedy przez Talanta Dujshebaeva, Angel Fernandez błyskawicznie dołożył kolejnego gola!

Wtedy jednak ofensywa kielczan zepsuła się. Wysunięty na „jedynce” w obronie 5-1 Kyllian Villeminot postanowił zabawić się w cień Alexa Dujshebaeva. Ciężko było zdobywać kolejne trafienia, lecz Andi Wollf cały czas bronił w sytuacjach jeden na jeden, co gospodarzy ewidentnie frustrowało. W końcówce pierwszej partii Alex, w ostatniej akcji, zdołał wyrwać się defensorom i piekielnie precyzyjnym rzutem zdobył ostatnią bramkę tej części gry, dając drużynie PGE VIVE prowadzenie 14:12.

VIVE rozpoczęło drugą połowę w ataku od gry na dwóch obrotowych, Julena Aginagalde i Artsema Karaleka. Nie przyniosło to trafienia, w dodatku na dwie minuty kary odesłany został Mateusz Jachlewski, a za chwilę Dani Dujshebaev. Miedzy słupkami nadal był Andreasa Wolffa, który przez niemal pięć minut nie wpuścił gola. Bramkarza pokonał dopiero z rzutu karnego Hugo Descat.

Forma bramkarza chyba rozbisurmaniła kielczan, którzy mogli mieć poczucie, że cokolwiek się nie wydarzy, Andreas Wolff i tak jest tam gdzieś z tyłu. Faktycznie był, ale nie mógł obronić wszystkiego, więc wynik powoli posuwał się do przodu. Po dziesięciu minutach tej części spotkania Montpellier prowadziło 18:17, a za chwilę gospodarze zwiększyli przewagę do dwóch trafień. Trener Dujshebaev próbował różnych rozwiązań, m. in. wpuścił na prawe rozegranie Blaza Janca. Słoweniec na dziesięć minut przed końcem meczu dał gola na remis 21:21.

Spotkanie nie bardzo wychodziło po drugiej stronie Marinowi Sego, dlatego trener Patrice Canayer zastąpił go Kevinem Bonnefoi. Pod koniec Chorwat wrócił jednak między słupki i choć był niewidoczny przez większość meczu, to w końcówce stanął na wysokości zadania, broniąc m. in. bardzo ważny rzut Julena Aginagalde. Tym, którzy z uwagą oglądali tegoroczne mistrzostwa Europy, ta sytuacja mogła trochę przypominać mecz Niemcy – Chorwacja, w którym Marin Sego również dał popis w ostatnich minutach, wcześniej rozgrywając średnie zawody, a Andi Wolff był fenomenalny całe spotkanie, wpuścił natomiast ostatnią, zwycięską bramkę, zdobytą wówczas przez Igora Karacicia.

Na kilkanaście sekund przed końcem meczu bramkę dla PGE VIVE zdobył Arkadiusz Moryto. Zdawało się, że trzeba jeszcze tylko chwilę wytrzymać w defensywie i będzie można cieszyć się z chyba najbardziej sprawiedliwego dzisiaj wyniku – remisu – niestety, Andreas Wolff nie zdołał obronić ostatniego rzutu, oddanego przez Mohameda Soussi i gospodarze minimalnie wygrali z nami 25:24.

Najefektywniejszymi zawodnikami w ekipie PGE VIVE byli Arkadiusz Moryto i Uladzislau Kulesh (obaj po 5 bramek), a w drużynie Montpellier HB Hugo Descat (10 trafień). Andreas Wolff zakończył spotkanie ze skutecznością 42%. Choć nie udało się zdobyć punktów na terenie rywala, Mistrzowie Polski pokazali charakter, świetnie radząc sobie w obliczu nagłego utraty zawodnika i z podniesionymi głowami mogą wracać do domu, a za tydzień przed własną publicznością walczyć o komplet punktów z FC Porto Sofarma.

Montpellier HB – PGE VIVE Kielce 25:24 (12:14)

Montpellier HB: Sego (1-30, 54-60 min, 3/19 = 16%), Bonnefoi (31-54 min, 2/10 = 20%) – Descat 10, Grebille, Truchanovicius 2, Soussi 3, Villeminot 6, Simonet, Porte 2, Richardson 1, Lenne, Afgour 1, Pettersson

PGE VIVE Kielce: Wolff (1-60 min, 16/38 = 42%), Kornecki (na jednego karnego 0/1) – Jachlewski 1, Fernandez 1, Kulesh 5, Pehlivan, Jurkiewicz, D. Dujshebaev 1, A. Dujshebaev 4, Lijewski, Vujović 1, Janc 3, Moryto 5, Karalek, Aginagalde 3, Guillo

Pierwsza siódemka: Wolff – Jachlewski, Kulesh (D. Dujshebaev), Aginagalde, Jurkiewicz, A. Dujshebaev, Janc

Runda zasadnicza

M Drużyna M P

Przeczytaj jeszcze: