Aktualności

Dodano: 13 lutego 2018

Vive lepsze w hicie serii

Wtorkowy hit serii to spotkanie dwóch pierwszych drużyn grupy granatowej. Mimo to zdawało się, że NMC Górnik Zabrze jest skazany na pożarcie. Zagrał jednak wyjątkowo dobre 40 minut, dzięki czemu momentami zdawało się, że może dojść do sensacji. Ostatecznie jednak kielczanie odjechali aż na 9 trafień, 28:37.
 
Górnik zaczął dość nietypowym ustawieniem formacji ofensywnej z Jurim Gromyko, Maciejem Tokajem i Ignacym Bąkiem na parkiecie. Widać było, że ten skład ma nieco mniej doświadczenia boiskowego, bo jednak zawodnicy z widocznym trudem poruszali się po parkiecie i dość mocno poszukiwali kolegów przy podaniach.  Martin Galia zatrzymał jednak pierwszy rzut Karola Bieleckiego i był to początek prawdziwego festiwalu interwencji Czecha. Po chwili zamiast kontuzjowanego Rafał Glińskiego w wysuniętej obronie zobaczyliśmy nowy nabytek, Jana Czuwarę, który bez kompleksów zastępował starszego kolegę. – Tuż przed meczem Glina tłumaczył mi zasady pracy na tej pozycji – przyznawał tuż po meczu.
 
W ataku wciąż  brakowało jednak wykończenia. Zabrzanie mylili się w podaniach do pierwszej linii, stąd też tablica zegarowa wskazywała przewagę gości, 2:0. Zabrzanie zdawali się być spięci rywalem. wciąż brakowało zdecydowania w ataku, przekonania, że da się pokonać bramkarza rywali. Co gorsza o ile wciąż świetnie spisywał się Martin Galia (trzy obrony w pierwszych sześciu minutach), o tyle jego impuls do kontr zdawał się jakby nieco nietrafiony. W ważnym podaniu, które mogło otworzyć wynik dla Górnika, pomylił się i… trafił w kibiców gości.
 
Wreszcie jednak udało się! Iso Sluijters pięknie rzucił tuż pod poprzeczkę, dając wreszcie upragnione pierwsze trafienie na 1:3. Zabrzanie rozkręcili się wyraźni i doszli rywali już tylko na dwie bramki (4:6). Jedno z trafień było wynikiem fantastycznej akcji, którą zainaugurował Bartłomiej Tomczak. Fałszem podał do Ignacego Bąka, a ten dojrzał Jurija Gromyko, któremu pozostało jedynie pokonać Filipa Ivica.
 

Zresztą Ignacy jakby uwierzył w swoje szanse. Raz za razem zdobywał kolejne trafienia, zaliczał świetne asysty i wyrastał na lidera zespołu. Zdawało się, że przemieszcza się po całym boisku w mgnieniu oka i równie dobrze spisuje się w ataku, co w szybkim powrocie do obrony przy kontrach rywali. Powoli pewności nabierał także Łukasz Gggola, który przemieszczał się pomiędzy lewym a środkowym rozegraniem i bez kompleksów mijał kielczan. Co prawda zaliczył w pierwszej połowie tylko jedno trafienie, ale za to bardzo intrygująco rozgrywał do kolegów. Do przerwy było 11:16.
 
W drugiej odsłonie meczu trener Trtik wciąż stawiał na młodych. W obronie pojawił się Filip Fąfara, a grą kolegów kierował Maciej Tokaj. Zabrzanie jakby nabrali oddechu w szatni. Po chwili kontrę wykorzystał Alex Tatarincew, a trzecie trafienie z rzędu dla zabrzan zdobył Iso Sluijters. Goście zdawali się zaskoczeni postawą Trójkolorowych. Mateusz Jachlewski starał się w indywidualnej, wysuniętej obronie przerywać akcje, ale tego wciąż było za mało. Impuls dla Vive dał jednak Michał Jurecki, który świetnie oszukał Saszę Buszkowa i zdobył 19. trafienie dla gości. Zabrzanie nie ustawali jednak w ataku, choć w podaniu do Marka Daćki pomylił się Sluijters. Kontry gościom nie udało się jednak wykorzystać, bo niezawodnie zainterweniował Martin Galia. I to dwukrotnie, bo po chwili goście znów stanęli przed szansą na łatwą bramkę.
 

 
Zabrzanie przestawili obronę na 3:3, co na moment zaskoczyło kielczan. Stanęli jednak przed szansą na powiększenie przewagi, ale rzut karny Karola Bieleckiego fantastycznie obronił Mateusz Kornecki!  Co więcej, trener Trtik w osłabieniu regularnie wycofywał Martina Galię, kompletując atak do pełnej szóstki.
 
Jakież było zdziwienie kibiców Vive, gdy Bartłomiej Tomczak zdobył dwudziestą bramkę dla gospodarzy, tym samym doprowadzając do wyniku 20:22. Po chwili Łukasz Gogola doskonale zagrał na nosie defensorom gości i znów zanotował doskonałe trafienie na 21:22!
 
Bohater spotkania, Martin Galia, pomylił się jednak, gdy zabrzanie byli w osłabieniu i jako siódmy wszedł na parkiet. To skutkowało dwuminutwym upomnieniem, a między słupkami pojawić się musiał Mateusz Kornecki. Prędko jednak odbił bardzo ważny rzut, dając do zrozumienia, że bramką dziś Górnik stoi.
 

 
Vive w 47. minucie znów nabrało pędu. Trafił Mamic, Aguinagalde, Jachlewski i Blaż Janc, więc goście wyszli na pięciobramkowe prowadzenie. Tego było za dużo dla trenera Trtika, który natychmiast poprosił o czas i gorączkowo tłumaczył swoim podopiecznym dalsze rozwiązania. Kielczanie zdobyli kolejne trafienia, notując wynik aż 21:30. Po blisko 10 minutach przerwy wreszcie to Górnik zanotował trafienie, a to dzięki Markowi Daćce. I choć oba zespoły zaczęły równo wymieniać się ciosami, to jednak zaliczka uzyskana pomiędzy 46. a 54 minutą wystarczyła na dowiezienie przez Vive imponującego zwycięstwa 37:28.
 
NMC Górnik Zabrze – PGE Vive Kielce 28:37 (11:16)
NMC Górnik: Galia, Kornecki – Gluch, Daćko 3, Fąfara, Tomczak 3, Gromyko 4, Sluijters 5, Czuwara 1, Buszkow, Tatarincew 3, Gogola 4, Tokaj 2, Bąk 3, Adamuszek. Trener: Rastislav Trtik
Kary: 12 minut (Daćko 2, Sluijters, Galia, Adamuszek 2)
PGE Vive: Ivic 1 – Jurecki 1, Bis 1, Dujszebajew 6, Aguinagalde 3, Bielecki 2, Jechlewski 3, Strlek 7, Janc 4, Lijewski 2, Jurkiewicz 2, Zorman 1, Mamic 3, Bombac, Djukic 1. Trener: Talant Dujszebajew
Kary: 10 minut (Jurecki 2, Janc, Mamic 2)
PEŁNE STATYSTYKI DOSTĘPNE SĄ TUTAJ.
 

Runda zasadnicza

M Drużyna M P

Przeczytaj jeszcze: